środa, 6 stycznia 2021

Proroczy Sylwester...

Pozostając w kręgu zabawnych i miłych wspomnień - dzięki zdjęciom od przyjaciół przypomniał mi się fantastyczny przebierany Sylwester sprzed, prawie, 20 laty. Wręcz proroczy "Szpital na peryferiach"...

Była to tzw. domówka u Wiatrówki, jak nazywamy mieszkającą w sąsiedztwie na Zalesiu przyjaciółkę. Temat był zaczerpnięty z czeskiego serialu "Szpital na peryferiach". Wszyscy goście mieli się obowiązkowo przebrać za personel medyczny. Pomysłowość wszystkich znajomych do dziś mnie zadziwia, a najlepiej przygotowani byli gospodarze imprezy. Przy wejściu do mieszkania znajdowała się REJESTRACJA, w której każdy musiał okazać dokument i pobrać szczepionkę. Zmrożoną cudnie. Wielu gości przyszło w maseczkach, mieli jednorazowe fartuchy, rękawiczki, plastikowe akcesoria. Najzabawniejsze przebranie miała Mama gospodyni, pani Janeczka (wtedy w wieku 70+), przebrana za Siostrę Wielokrotnie Przełożoną, która chodziła wśród nas z wielką strzykawą, robiąc nam zastrzyki. Miała stresująco zakrwawiony fartuch i czepek pielęgniarski w kolorach polskiej flagi. Mąż innej koleżanki przyszedł w jedwabnej piżamie, z obwiązaną głową, odgrywając pacjenta po ciężkim urazie. Była para artystów ceramików, udających kontrolę z Sanepidu. No i ja, ze stetoskopem, jako Doktor Beta, bo miałam wtedy fazę na leczenie wszystkich znajomych, z racji pracy w wydawnictwie farmaceutyczno-medycznym i zgłębiania tematów leków OTC.

Całe mieszkanie Wiatrówki było zawieszone plakatami pożyczonymi z przychodni. Mieliśmy też tableu, czy jak to się nazywa - taką ilustrację do zdjęć - wystarczyło włożyć swoją twarz w otwory:


Tak to się bawiliśmy. I kto by wtedy pomyślał, że nasza fantazja urzeczywistni się w tegorocznym, covidowym Sylwestrze?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza