niedziela, 15 stycznia 2017

Miasto trolli, czyli Alberobello!

Moim najważniejszym celem podróży do Włoch w listopadzie było zobaczenie miasteczka Alberobello, o którym usłyszałam przed laty od studiującego we Włoszech syna mojej znajomej.

Ów młody człowiek studiował w Bari (nota bene, to portowe, starożytne miasto jest bardzo otwarte dla studentów z Polski) i przysłał mi zdjęcia z wypadu do Alberobello. Zachwyciły mnie okrągłe jak ule, białe domy, nakryte spiczastymi czapeczkami dachówek.
Niektórzy nazywają je miastem krasnali, smerfów, ale domy są, według mnie, o wiele za duże na krasnoludzkie. To na pewno domy trolli... Sugeruje to nawet ich włoska nazwa: trulli. Zresztą, nieważna nazwa, wrażenie się liczy. 
W miasteczku jest 1500 takich domów, które jak bąbelki szampana przyklejają się do siebie i gromadzą w skupiskach wzdłuż wąskich uliczek. Pomalowane na biało, z szarymi dachówkami, pod błękitnym niebem Apulii (Puglia), w dodatku ozdobione kwitnącą bugenwillą lub winoroślą stanowią tak malowniczy widok, że każdy turysta z pewnością zjedzie z trasy, by wpaść do Alberobello. Miasteczko leży ok. 60 km od Bari, można się tu dostać samochodem lub pociągiem. Tę opcję wybraliśmy.

Pociągi w południowych Włoszech są niedrogą alternatywą podróżowania. Kiedy pokona się trudności w rozeznaniu, która z 4 linii kolejowych obsługuje daną trasę, na którym dworcu kupić bilet i jak znaleźć w ogóle informację o godzinach odjazdu - reszta jest bułką z masłem. Aha, pociągi nie są też szybkie, bo tej trasy nie obsługuje pendolino tylko coś, co jedzie prawie 2 godziny. Co ważne, w pociągu (eleganckim, a jakże) nie ma toalet, więc uprzedzam, warto wziąć to pod uwagę. 
Ten południowy region Włoch (Puglia, czyli Apulia obejmuje z grubsza obcas włoskiego buta) jest mniej u nas popularny, a jak każdy inny w tym pięknym kraju oferuje atrakcje. Tyle, że są tu także wyjątkowe, niesłychane miejsca, nawet jak na Włochy. Apulia jest zielona gajami oliwnymi (apulijska oliwa uważana jest za najlepszą w Italii) i winnicami, w których produkuje się doskonałe białe wino. Śnieżnobiałe miasteczka mają swój wielki urok. Zawdzięczają go także m.in. baśniowym domkom: trulli. Jest to budowla na planie koła, jednoizbowa, którą było łatwo powiększyć: robiono dziurę w ścianie i dobudowywano kolejne "kółko". Ilość stożkowatych daszków odpowiada ilości pomieszczeń. Grube ściany i małe okna działają jak termos: zimą utrzymują ciepło, latem trzymają chłód. 

Kiedy oddalimy się nieco od Bari, zaczną pojawiać się w pejzażu pojedyncze trulle, by przed Alberobello zdecydowanie rzucać się już mocno w oczy, bo występują stadnie. Nikt nie wie dokładnie, jak są stare i dlaczego akurat w tym rejonie zaczęto budować tak odmienne w kształcie domostwa. Hipotez na ten temat jest wiele, jedna z nich np. mówi, że domki te początkowo służyły jako schronienia dla zwierząt i schowki na narzędzia. To właśnie można zaobserwować w pejzażu Apulii - pojedyncze trulli pojawiają się w gajach oliwnych, jakby to były narzędziownie. 
Osada w Alberobello powstała w XVII wieku, kiedy hrabia Giangirolamo II zmusił mieszkańców do zasiedlenia trulli, aby uniknąć płacenia podatków królowi Neapolu. W razie królewskiej inspekcji przecież nikomu nie przyszłoby do głowy, że w trulli mogą mieszkać ludzie. Według innej teorii to król Neapolu zmusił niejako mieszkańców do budowy trulli, ponieważ zakazał budowy stałych domów. Chciał w ten sposób móc szybko przesiedlać mieszkańców wraz z mieniem tam, gdzie potrzebna była siła robocza. Inna teoria mówi, że to mieszkańcy chcieli uniknąć podatku od domów budowanych na stałe, dlatego stworzyli konstrukcję dachu z szarych łupków układanych bez zaprawy. Gdy pojawiał się poborca podatkowy podobno dach i ściany częściowo rozbierano, udowadniając, że budowla nie jest "stała"... Ot, spryt apulijski w oszczędzaniu?

Obecnie Alberobello wpisane jest na listę UNESCO, a więc trulli stały się zabytkami. Wiele z nich jest w bardzo dobrym stanie i służy jako sklepy, hotele czy zwykłe domy mieszkalne. Jednak poza miasteczkiem, na wsiach, dużo trulli jest w ruinie i czeka na nowych właścicieli. Kupowaniu sprzyja swoista moda na posiadanie trullo. Jednak ich zakup to spory wydatek, bo remont musi być prowadzony pod okiem konserwatora. 

Z dworca kolejowego trzeba przejść kawałek ulicami nowocześniejszego miasta, by dotrzeć do strefy trulli. Rozsądnie jednak uznaliśmy, że trzeba coś zjeść, by mieć siły zwiedzać. Wstąpiliśmy więc do restauracji znajdującej się w jednym z trullo, w której podano nam miejscowe specjały, m.in. puree z bobu z cykorią... I rozwiązała się zagadka zielonych krzaków, które w listopadzie pyszniły się w przydomowych ogródkach i na niewielkich poletkach. Nie mieliśmy pojęcia, co to za zieloność i do czego służy. No to się wyjaśniło. Zielone jak szpinak gałązki cykorii podaje się tu, w Apulii, duszone, m.in. do puree z bobu. Wszystko obficie polane oliwą (apulijską). Proste, jak to u Włochów, a przesmaczne jedzenie!

Z pełnymi brzuszkami, bez pośpiechu mogliśmy ruszyć w wąskie uliczki i chłonąć bajkową atmosferę Alberobello. Włóczyliśmy się godzinami. Było warto!

2 komentarze:

  1. Włoch nie znam zupełnie i jakoś na południe Europy mnie nie ciągnie (zbyt ciepło), ale takie cudo chętnie bym zobaczył. Czyli jest powód aby do Italii pojechać. Na pewno poza sezonem :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam, Hegemonie, Twoje zamiłowanie do bardziej swojskich klimatów i pejzaży. Nic na siłę, zdjęcia można pooglądać, czyli podróżować na Południe wirtualnie. W listopadzie to Południe jest całkiem chłodne, jak dla mnie :-) Pozdrawiam, dziękuję za odwiedziny!

    OdpowiedzUsuń