niedziela, 15 stycznia 2017

Bari - miasto świętego Mikołaja

Nie myślcie, że się lenię. Pracuję i podróżuję, ale nie zawsze mam możliwość pisać w tylu miejscach w sieci o swoich wrażeniach. W listopadzie byłam we Włoszech, na południu, w  Apulii. To moja nowa love... A relację poczytacie tutaj (najpierw o samym mieście Bari):


Wróciłam właśnie z kilkudniowej podróży do Włoch. Tym razem tanie linie lotnicze powiodły mnie do Bari – miasta na obcasie włoskiego buta. To tu spoczywa słynny i ukochany nie tylko przez dzieci, święty Mikołaj!  

Bari jest fascynujące – dawna rzymska osada Barium, położona nad Adriatykiem potwierdza, że obcas (Apulią zwany) był interesujący już dla starożytnych. Bardzo intrygującym okresem w historii Bari były czasy wypraw krzyżowych – stąd właśnie wyruszały krucjaty do Ziemi Świętej. Rycerze, także zakonni, jak np. Templariusze, szlachta i chłopi, różni awanturnicy i poszukiwacze przygód, natchnieni obrońcy chrześcijaństwa rekwirujący święte relikwie oraz zwykli rabusie czy kupcy różnego formatu - nie mogli ominąć tego ważnego portu.
Obecnie Bari jest miastem św. Mikołaja (niebawem, 6. grudnia będziemy obchodzić jego święto). Tu znajduje się jego największe w Europie sanktuarium. Najstarsze przekazy o tym świętym pochodzą z VI wieku, ale tak naprawdę żył na przełomie III i IV wieku, był biskupem Miry w Licji (obecnie wybrzeże Turcji) i wsławił się licznymi cudami oraz pomocą biednym i potrzebującym. Obecnie to jego właśnie wizerunek jest wykorzystywany w kulturze masowej jako przynoszącego podarki dobrotliwego dziadka w czerwono-białym stroju.
Patron Bari ma tu swoją bazylikę, w której przechowywane są jego relikwie. Historia ich pojawienia się w mieście jest owiana legendami. Domniemane ciało świętego Mikołaja zostało zabrane w 1087 roku z Miry przez kupców z Bari, którzy dowiedzieli się, że Wenecjanie planują wywieźć ciało świętego z Miry, aby uchronić je przed profanacją wojsk tureckich. Kupcy z Bari postanowili więc uprzedzić Wenecjan. Przypłynęli do Miry i w bazylice świętego Mikołaja negocjowali ze strażnikami świątyni przekazanie ciała. Kilka cudów, proroctw i wizji skłoniło wreszcie strażników do oddania relikwii, które znaleziono pod posadzką kościoła, w marmurowym grobowcu. Kości wydzielały podobno cudowny zapach. Mimo protestów mieszkańców Miry, przybysze przenieśli je na statek, w mieście pozostawili jednak cudowną ikonę oraz pusty sarkofag świętego. Podczas podróży morskiej przeżyli sztorm, który był  karą za kradzież części relikwii przez marynarzy. Po kolejnych cudownych wydarzeniach flota dopłynęła wreszcie do Bari. Relikwie złożono najpierw w kościele św. Benedykta, ale wkrótce wybudowano wspaniałą bazylikę. Świątynia ta zasłynęła z cudów.
Oczywiście, Wenecjanie mają swoją wersję wydarzeń! Twierdzą, że też mają „prawdziwe” relikwie, zdobyte przez nich w Mirze podczas pierwszej wyprawy krzyżowej w 1100 roku. Podobno po zdobyciu miasta w tamtejszej katedrze rozpoczęli poszukiwania grobu św. Mikołaja, podczas których burzyli mury, przekopywali grunt, a nawet torturowali strażnika świątyni. W końcu odnaleźli relikwie, które uznali za najdroższy skarb. Gdy wrócili z nimi do Wenecji, złożyli relikwie w klasztorze na wyspie Lido. Jednak nikt im chyba nie uwierzył, bo to bazylika w Bari stała się w średniowieczu najważniejszym ośrodkiem kultu świętego i nadal pozostaje – o czym przekonałam się na własne oczy.
W 1972 r. papież Paweł VI przekazał fragmenty relikwii Mikołaja z Bari przedstawicielom prawosławia, jako gest dobrej woli w rozpoczynającym się dialogu Kościołów zachodnich i wschodnich. To dlatego, gdy zwiedzałam bazylikę i zeszłam do krypty, by zobaczyć relikwie, usłyszałam piękne śpiewy gregoriańskie. Okazało się, że prawosławni odprawiali tu nabożeństwo. Było kilka osób, kobiet w chustkach na głowie oraz mężczyzn. Śpiewali, bili pokłony czołem przed sanktuarium – niesamowite wrażenie…
Kolejną atrakcją była dla mnie cała starówka Bari – labirynt wąskich uliczek i domów z kamienia, tworzący bardzo egzotyczną i dość arabską w klimacie plątaninę zaułków, suszącego się prania, ludzi stojących przed domami, do których nie ma bram, są tylko przeszklone drzwi prowadzące wprost do kuchni, salonu i sypialni w jednym. Dzięki temu można swobodnie  podglądać codzienne życie mieszkańców. Od strony morza starówki broni warowny zamek normański, wart zwiedzenia. Włóczenie się po cittavecchia może Wam zająć kilka godzin. Uliczki i zaułki płynnie przechodzą we wspaniała esplanadę z palmami, która otwiera współczesną część miasta z jego pięknymi cafeteriami, piekarniami, cukierniami i pizzeriami.


Z miastem związane są też dwa polskie akcenty: w bazylice św. Mikołaja znajduje się imponujący grobowiec Bony, królowej Polski, której ród (Sforza) miał w posiadaniu księstwo Bari. Drugim polskim akcentem jest nazwa lotniska, imienia Karola Wojtyły.
Ale nie tylko to miasto warte jest zwiedzenia, cuda prawdziwe znalazłam także w promieniu 70 km od Bari. Ale o tym w następnym odcinku!

https://rosomag.pl/bari-wlochy/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz