Podjeżdżam na parking pod redakcją, parkuję. Nadjeżdża jakaś wyszorowana na błysk czarna limuzyna, też parkuje. Wysiada z niej dwóch młodych mężczyzn, elegancko ubranych. Sięgają po coś do bagażnika, ale z wielkim zainteresowaniem przyglądają się mordce mojej Belli (po wymianie maski i zderzaka jest jak nowa!!!). Ja się jeszcze grzebię w środku, coś tam chowam, wyjmuję, wreszcie wysiadam, gdy oni właśnie mijają mój samochód. Idą powoli i oczu nie mogą oderwać od... Belli! Gdyby im drzewo wyrosło nagle przed nosem, spadł słoń prosto z nieba, przebiegł TIR - to by go nie zauważyli. Wyrastam im ja (niechcący) - ale zręcznie się uchylają, by jeszcze rzucić ostatnim okiem na felgi i nawet wydaje mi się, że sylabizują pod nosem nieduży napis, który Bella ma nad kołem "giugiaro design"... Najwyraźniej osiągnęłam już stadium przezroczystości, gdy młodsi faceci oglądają się za moim samochodem, a nie za mną... :-(
Tymczasem 10 lat później jestem właścicielką nowszej Alfy, chodzi o piękną Giulię. Jest czerwona i po prostu rwie oczy. Ma też oryginalną tablicę rejestracyjną, z moim imieniem. I podobna sytuacja - jadę moją Alfeczką, za mną jakiś samochód ostro hamuje, gdy ja puszczam pieszego na pasach. Dojeżdżamy do skrzyżowania, samochód za mną postanawia zmienić pas i ustawia się na pasie po lewej, ja stoję na prawym. Kątem oka zauważam jakiś ruch za szybą i widzę, że kierowca prosi o opuszczenie szyby. Przekonana, że chce mi coś nawrzucać w temacie hamowania przed pasami, uchylam okno i słyszę nieoczekiwane pytanie: - Jak się pani jeździ takim pięknym samochodem? Ja odpowiadam, że świetnie i zaczynamy konwersację. Światło jest czerwone, pan twierdzi, że kuzynka chce sobie takie auto kupić i czy mogę coś o nim opowiedzieć. Ja na to, że skrzyżowanie to chyba nieodpowiednie miejsce, on więc proponuje kawę, ja że nie mam teraz czasu, jadę na spotkanie. Na to on, czy mogę podać numer telefonu, to pozwoli sobie zadzwonić. Ja rzucam numer przez okno, nie wierząc w to, że zapamięta. Zapala się zielone, jedziemy sobie każdy w swoją stronę.
Za dzień dzwoni telefon, numer mi nieznany. Pan ze skrzyżowania! Chce umówić się na kawę. Pytam po co, przecież o samochodzie mogę mu opowiedzieć przez telefon. Jednak okazuje się, że nie o samochód chodzi, tylko o... mnie! Hosanna! Odmawiam, ale pan przez następne tygodnie, nienachalnie, lecz cierpliwie dzwoni i ponawia propozycję spotkania.
Mnie mówią, że wyglądam młodziej, lepiej. I faktycznie świetnie się czuję. Tajemnica polega na tym, że Odżywiam się zdrowo , jem owoce i warzywa, jem regularnie, zaczynam też od zdrowego śniadania co jest najważniejsze w tym wszystkim(zdrowesniadanie.info/gberes ; idealnafigura.com/gberes).Zdrowie jest tylko jedno, warto o niego zadbać!
OdpowiedzUsuńchwalisz sie,czy zalisz?
OdpowiedzUsuńbasiu - zdrowie jest najważniejsze - to prawda, ale zaraz po urodzie. Po co ci zdrowie, jak nikt go nie zauważy? Ludzie mówią, że lepiej być zdrowym i atrakcyjnym niż tylko zdrowym (ja też tak wolę). Natomiast bez względu na to, jak bardzo dbamy o zdrowie i atrakcyjność przychodzi taki czas w życiu kobiety, że staje się dla mężczyzn przezroczysta jak szyba. Beciu - Ty masz szczęście, że doznałaś "przykrej porannej refleksji" w TYM wieku - wiele kobiet przeżywa taki stan znaaaacznie wcześniej, a poza tym - może to były zwykłe "buraki" i bezguścia (chociaż z drugiej strony zachwycili się Bellą, to znów nie takie bezguścia). Nie mam puenty, ani pocieszenia - albo mam: przyzwyczaisz się!
OdpowiedzUsuńTo zupełnie inne pokolenie mężczyzn :) Czytając Twój wpis, przypomniała mi się przygoda z pewnym młodzieńcem, któremu oczy rozbłysły na hasło, że mam mieszkanie. Kiedy usłyszał, gdzie pracuję - oczęta rozbłysły jeszcze bardziej. Kiedy koleżanka dodała, że współpracuję z kilkoma redakcjami, usłyszałam piane pełne zachwytu - Ach! To ty jeszcze sobie dorobisz! A kiedy sobie uświadomił, że coś tam publikuję od czasu do czasu, uznał mnie za BOGATĄ osobę (czytaj: ma wiano - biorę ;) ). Ech... gdzie te czasy, kiedy to kobietki leciały na skórę, furę i komórę?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Świetnie zareklamowałaś swoja stronę. Rozumiem i nawet nie usunę.
OdpowiedzUsuńBawię się.
OdpowiedzUsuńJuż się przyzwyczajam, hihi :-)
OdpowiedzUsuńOj tam oj tam, nie przeżywam - mogłam o czymś na blogu napisać :-)
Tempora mutantur et nos mutamur in illis, co znaczy (gdybyś nie wiedziała, ale jestem pewna, że wiesz): czasy się zmieniają i my zmieniamy się wraz z nimi. No więc mamy młodzieńców szukających starszych, zamożnych i niezależnych kobiet. Ale skoro uroda się mniej liczy, to jest nadzieja dla wyjących pięćdziesiątek :-), gdyby tego potrzebowały, bo ja mam akurat fajnego męża :-)
OdpowiedzUsuńŚmiem twierdzić, że lepiej, że zachwycali się samochodem niż na przykład Twoją torebką czy butami :D
OdpowiedzUsuńHahahaha, no fakt! :-))
OdpowiedzUsuńJeżeli na zdjęciu wyżej jest Twój samochód to kurza twarz nie ma się co unosić. Nie jestem kierowcą, ale bardzo podoba mi się ta fura. A co do facetów - czasami ich nie rozumiem (ich zachowań) i bardzo na miejscu jest piosenka Pani Rinn gdzie ci mężczyźni. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNo właśnie mówię, Bella e bella, to nie konkuruję :-) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńJa w młodzieńcach, szczególnie tych szukających dobrej partii, stety/niestety nie gustuję :) A fajny Mąż to skarb bezcenny w dzisiejszym pokręconym świecie :)
OdpowiedzUsuńDla mężczyzny w każdym wieku samochód jest na pierwszym miejscu jeśli chodzi o priorytety. Dlatego, im bardziej wypasiona fura, tym mniej wyrazisty obraz kierowcy, dla podziwiających. Wyjątkiem od tej reguły są tak zwane "blachary":)))
OdpowiedzUsuńZawsze mnie intrygowało, kim są te słynne blachary? Nie znam znaczenia tego rzeczownika, pomóż...
OdpowiedzUsuńBlachara, to w młodzieżowym slangu panienka, która swojej drugiej połówki szuka tylko i wyłącznie pod katem posiadanej przez niego, odpowiednio wypasionej fury, a co za tym idzie - odpowiednio wypchanego portfela:))) Mężczyźni są pod tym względem zupełnie inni, bowiem interesuje ich jedynie posiadanie na własność wypasionej fury, a nie pokazywanie się w roli pasażera.
OdpowiedzUsuńZ całym szacunkiem dla Belli. Jest ona pięknym dodatkiem do kobiety, ale raczej niewiele więcej, jako auto poza wzornictwem raczej takie sobie. A facet, dla którego kobieta staje się przeźroczysta obok jakiegokolwiek samochodu jest debilem albo impotentem. Kocham samochody, ale to tylko maszyny i zupełnie inna kategoria uczuć.
OdpowiedzUsuń:)
No i mam jasność! Nigdy nie będę blacharą - za bardzo lubię prowadzić piękne i szybkie samochody :-)
OdpowiedzUsuńOooooooooooo, witaj Jaszmij, już po przerwie? :-) Sama jestem tak samo podła - często oglądam się za pięknym samochodem i raczej nie interesuję się tym, kto go prowadzi, choćby to był agent Tomek albo K. Wojewódzki (błeeeeeeeeeeee). Buziaki w nowym roku!
OdpowiedzUsuńTeż mam piękny samochód, ale nie po to żeby ktoś się za nim, albo broń boże za mną oglądał. Sam oglądam go (i słucham) zwykle od środka i to mi wystarcza. Nie mam poczucia że w tandemie jesteśmy obaj atrakcyjniejsi, bo żaden z nas niczego nie musi udowadniać :)
OdpowiedzUsuńNo to oboje jesteśmy prawdziwymi miłośnikami motoryzacji - czyste uczucie zachwytu nad: mruczeniem silnika, przyczajoną sylwetką, muskularnymi udami (nadkolami znaczy), ehhhhhhhhhhh... Uśmiechy, ukłony!
OdpowiedzUsuń