piątek, 11 marca 2016

Pi-tolenie o liczbie pi

W najbliższy poniedziałek wypada święto liczby pi. Dlaczego akurat 14 marca? Bo to dokładnie jej data (w amerykańskim sposobie zapisu): 3.14.

Zabawne święto, głównie środowisk akademickich w USA. Zainteresowałam się pi przypadkiem, a że plącze się przy niej paru mądrych facetów ze Starożytności, to poczytałam zaciekawiona. Czytałam też dlatego, że matematyka mnie fascynuje, chociaż głąb matematyczny jestem i nigdy nie pojmę na przykład takich „liczb pierwszych”. Ma jednak dla mnie owa „królowa nauk” powab alchemii i filozofii, wiele z uroku astronomii, wielką magię. Jest jak sztuczka iluzjonisty w oczach naiwnego dziecka. Jestem takim dzieckiem, np. gdy widzę moje ulubione równanie (zauważcie obecność liczby pi!):
Wiecie, co to? Ha, to jest matematyczna postać zasady nieoznaczoności Heisenberga. Zasada dotyczy niemierzalności cząstek, ale dla mnie to czysta… psychologia. Z nią łączy się inna fascynująca teoria: o kocie Schroedingera, czyli tym, który jest jednocześnie martwy i żywy w pudełku z trucizną.  Dopiero otwarcie pudła powoduje tzw. załamanie funkcji falowej (no jaka radocha dla głąba matematycznego – funkcja falowa!!!) i kot jednoznacznie przyjmuje jeden stan. Który? Który chce.

Zdrowy rozsądek podpowiada, że tego nie można zaobserwować w świecie,  w którym żyjemy. Ale w skali kwantowej takie koty to normalna sprawa. Zatem nasz świat zbudowany jest z cząstek działających nielogicznie? Włos się jeży na mej głowie. Z ekscytacji. To wszystko jest jednak mega absurdalne.

Wróćmy jednak do liczby pi, nie mniej intrygującej jak kot i niemierzalne cząstki. W piramidzie Cheopsa stosunek sumy dwóch boków podstawy do wysokości wynosi 3,1416, czyli pi z dokładnością do czterech miejsc po przecinku! Dziś trudno oceniać, czy był to przypadek, czy budowniczowie piramid znali liczbę pi tak dokładnie, bo żyjący duuuuuuuuuuużo później Archimedes (III w. p.n.e.) wyznaczył jej wartość z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku: 3,14.

I znów minęły wieki, holenderski matematyk Ludolf van Ceulen w 1610 roku obliczył wartość pi z dokładnością do 35 cyfr po przecinku. Zapis ten wyryto nawet na jego nagrobku, a na jego cześć liczbę pi nazywa się często ludolfiną (ładnie, nie?).
Współcześnie komputery wyznaczają już milion miejsc po przecinku i dalej pracują pełną parą. Czy to nie mega dziwne, że liczba, która wyznacza stosunek obwodu koła do jego średnicy wydaje się nie mieć końca???? Poetki piszą więc o niej filozoficzne wiersze:

Liczba Pi [Wiersz Wisławy Szymborskiej]

Podziwu godna liczba Pi
trzy koma jeden cztery jeden.
Wszystkie jej dalsze cyfry też są początkowe,
pięć dziewięć dwa ponieważ nigdy się nie kończy.
Nie pozwala się objąć sześć pięć trzy pięć spojrzeniem
osiem dziewięć obliczeniem
siedem dziewięć wyobraźnią,
a nawet trzy dwa trzy osiem żartem, czyli porównaniem
cztery sześć do czegokolwiek
dwa sześć cztery trzy na  świecie.
Najdłuższy ziemski wąż po kilkunastu metrach się urywa
podobnie, choć trochę później, czynią węże bajeczne.
Korowód cyfr składających się na liczbę Pi
nie zatrzymuje się na brzegu kartki,
potrafi ciągnąć się po stole, przez powietrze,
przez mur, liść, gniazdo ptasie, chmury, prosto w niebo,
przez całą nieba wzdętość i bezdenność.
O, jak krótki, wprost mysi, jest warkocz komety!
Jak wątły promień gwiazdy, że zakrzywia się w lada przestrzeni!
A tu dwa trzy piętnaście trzysta dziewiętnaście
mój numer telefonu twój numer koszuli
rok tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty trzeci szóste piętro
ilość mieszkańców sześćdziesiąt pięć groszy
obwód w biodrach dwa palce szarada i szyfr,
w którym słowiczku mój a leć, a piej
oraz uprasza się zachować spokój,
a także ziemia i niebo przeminą,
ale nie liczba Pi, co to to nie,
ona wciąż swoje niezłe jeszcze pięć,
nie byle jakie osiem,
nieostatnie siedem,
przynaglając, ach, przynaglając gnuśną wieczność
do trwania.

A naukowcy wysyłają ją w kosmos (liczbę, znaczy się). Szukając kontaktu z cywilizacjami pozaziemskimi wysłali drogą radiową informację o wartości tej liczby. Wierzą, że inteligentne istoty spoza naszego układu znają tę liczbę, więc rozpoznają komunikat.

No to sobie o pi popitoliłam. Inspirująco? Napiszcie...

6 komentarzy:

  1. Niestety, dla mnie matematyka straciła wszelki blask, a w liceum bardzo ją lubiłem :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako humanistka, w liceum miałam tylko GODZINE tygodniowo matematyki, stąd moja fascynacja... Chociaż, maturę z matmy zdawałam (obowiązkowa była "przed wojną"). I zdałam!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak sobie pomyślałam, że gdyby wynik z matematycznej matury miał zależeć od recytacji tego wiersza to chyba i z tymi 30% miałabym problem :)
    Z Heisenbergiem to nas próbowali w(Pi)eniać na studiach, ale z nas takie głu(Pi)utkie studenty, że chyba nikt nie wiedział o co chodzi. Funkcja falowa to taka sama magia, także kto nie jest głąbem matematycznym - niech pierwszy rzuci (Pi)sanką!
    Z "Pi" kojarzy mi się jeszcze jeden skrót, ale boję się dopisać trzeciej literki, coby mnie nie wyciągnęłoby spod (Pi)erzynki CBŚ i nie wsadziło do (Pi)erdla :)

    Pozdrawiam ciepło,
    Aga :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle błyskotliwa, witaj wśród żywych blogerów, Aga! Wprawdzie przyganiał kocioł garnkowi, bo i ja za żywa nie jestem.
    Obecnie macham do Ciebie ze Sri Lanki, ugotowana na miękko pi-sanka (proszę tylko nie myśleć, ze to określenie przynależności - Boże, Buddo i Ganeszo, broń!

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam serdecznie!
    Noo u mnie opornie idzie z byciem żywą, chociaż powoli wracam razem z wiosną :)
    Ech, Beta... Twoje podróże jak zawsze mnie oszałamiają! Nie wiem czy Sri Lanka dalej aktualna, ale jeśli tak to pozdrów Ganeszę (jeżeli to jego klimaty)- dwóch (Pi)erwszych panów znam, tego jeszcze nie, ale to jakoś nadrobię :)
    Pozdrawiam z Krakowa!

    OdpowiedzUsuń
  6. Aga, możesz się odoszołomić, już wróciłam. Ganesze pozdrowiłam (to ten bóg hindu z głową słonia - opiekun m.in. dziennikarzy!)
    Pozdrawiam więc już z Wrocławia.

    OdpowiedzUsuń