sobota, 26 grudnia 2015

Bez ofiar :-)

Świąteczny bilans na razie wygląda całkiem pomyślnie:

1) biesiadnicy wyszli o tej samej porze co rok temu - o 1.30, dzięki czemu mogłam pójść spać już o 3.00,

2) obudziłam się rano pomimo nadużycia maku (w kutii i makowcu),

3) w obwodzie pasa przybyło jedynie 4 cm, ale zwalczę to siłą woli i głodówką,

4) nie wiozłam mamy na ostry dyżur laryngologiczny z powodu utkwienia ości karpia w jej gardle, co zdarzyło nam się już dwa razy :-)

5) nie usłyszałam żadnego przykrego słowa od zwierzaków. Zresztą, od ludzi też nie...

6) prezenty pod choinką były wyjątkowej urody i obfitości,

7) mój eksperyment kulinarny pod tytułem "karp pieczony w maśle i czosnku" okazał się wyborny w smaku.

Przede mną jeszcze jeden świąteczny dzień i na pewno zacznę go szampanem do śniadania, bo mamy z Andrzejkiem 28 rocznicę ślubu.

No i jest pełnia, trzeba wzmacniać magię tego czasu, czarować. Wysyłam Wam dużo ciepła i miłości!

 

[caption id="attachment_2976" align="aligncenter" width="254"]Hmmmmmmmmmm Hmmmmmmmmmm[/caption]

zdj. z www.eska.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz