czwartek, 5 maja 2022

Otwarte piwnice winiarskie w Zielonej Górze, czyli nowy polski festiwal wina!

Co za impreza majowa mi się trafiła! Zupełnie przypadkiem usłyszałam bowiem o II Lubuskim Festiwalu Otwartych Piwnic i Winnic. Czy mogłam zignorować? W życiu!

Tym bardziej, że z opisu wynikało, iż jest to dokładnie ten sam program winiarskiej imprezy, jaką znam ze... Słowacji! Opisywałam ją chociażby tutaj. Dostępne dla publiczności miały być zabytkowe piwnice zielonogórskie, miejsca nader klimatyczne, w których lokalni producenci win prezentować będą swoje "dzieła". Można je zdegustować, kupić, a clou imprezy są karnety, wyposażające nabywcę w mapkę piwnic, torebeczkę na szyję dla kieliszka z pamiątkowym grawerem, który ułatwia degustację. Impreza trwa 5 dni, karnet pozwala na bezpłatną degustację iluś tam porcji wina. Wszystkiemu towarzyszą enologiczne wykłady, opowiastki, koncerty. Jednym słowem - prawdziwie winiarska impreza, pełen profesjonalizm!

piwnica w której kupiliśmy polskiego "szampana"!
Ponieważ nie wiedziałam dokładnie, w jakim dniu festiwalu (i czy w ogóle) możemy dotrzeć do Zielonej Góry, wyczekiwałam z nabyciem karnetu do ostatniej chwili. No i okazało się, że ich zabrakło, gdy zdecydowaliśmy się 2 maja na wypad na festiwal. 
Mimo wszystko wyruszyliśmy, bo zwiedzanie piwnic niedostępnych na co dzień i tak było bezpłatne, a za degustację możemy przecież zapłacić. Nie mówiąc o możliwości zakupu win!

Odwiedziliśmy zatem wszystkie otwarte w mieście winiarskie piwnice. Byliśmy już o 12.00 na miejscu, gdy otwierano te przybytki, więc nie musieliśmy się mierzyć z tłumami. Pierwsi goście mają przywileje... Stąd wiele rozmów z winiarzami, śmiechu, smakowania wina, zakupów. Podziwiałam pieczołowitość, z jaką

odrestaurowano niektóre podziemia. Oczywiście te piwnice na co dzień nie są własnością winiarzy, ani miejscem przechowywania win. Po prostu udostępnia się je na tę okoliczność. Część jest w rękach prywatnych, część ma winiarską przeszłość - różnie to wygląda.

Rozmowy z winiarzami wiele nas nauczyły, jeśli chodzi o proces powstania płynu, który tak lubię, cenię, podziwiam. I uświadomiły, jak wielu pasjonatów zebrało się w tym miejscu i jak wytrwale pracują na swój sukces... Niektórzy od wielu lat, niektórzy od niedawna, niektórzy zaczynali w sile wieku... To optymistyczna konstatacja!

Wina znakomite, udało mi się kilka zdegustować, mimo potwornego bólu głowy, który nie nastrajał do picia. Ceny za butelkę wysokie - przeciętnie 60-70 zł. Na co dzień nie kupuję win w tej cenie, ale festiwale rządzą się swoimi prawami. Dlatego zrujnowałam się na parę butelek i wracaliśmy do domu z 5 butelkami, głównie białych win, w tym jednym różowym, i jednym musującym.

Z tym musującym wiąże się ciekawa historia. Kiedy w styczniu byliśmy w Krośnie Odrzańskim na pogrzebie  Moniki Jaworskiej (szefowej ulubionej stacji radiowej), chcieliśmy przejechać przez Jej rodzinną wioseczkę Gostchorze. Ze względu na pamięć o Monice, ale i trochę z ciekawości. Dowiedziałam się bowiem z netu, że mieszka tam Francuz, który założył winnicę i produkuje wyłącznie musujące wina. Zachciało nam się spróbować "polskiego szampana". Niestety, wówczas nie udało się znaleźć sklepu, ani sposobu zakupu, w Gostchorzu jest tylko winnica, bez możliwości odwiedzania. Pan Dubois, właściciel winnicy sprzedaje te wina musujące przez internet. 

Na majowym festiwalu nie wystawiał się w żadnej piwnicy, ale okazało się, że pojawili się tam inni producenci wina musującego, wszyscy z okolic Krosna Odrzańskiego. Przypadek? Otóż nie. To uczniowie pana Dubois, namawiani przez niego do produkcji win, otaczani przez niego mentorską opieką. I właśnie od jednej z jego uczennic nabyliśmy wino musujące. Produkowane pod okiem i według wskazówek pana Dubois, półwytrawny riesling z 2020 r.:


No i w ten sposób to będziemy mieli co pić latem! A kolejne piwnice zostaną otwarte już w połowie czerwca!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz