sobota, 7 grudnia 2019

Legendy Wierzbic

Byłam ostatnio służbowo w Wierzbicach - podwrocławskiej wsi. Nawet miła, dużo starych domów z końca XIX i XX w., fajne klimaty. Kiedy chciałam napisać coś reklamowego o tej wiosce, by zachęcić do kupienia tam działki budowlanej, trafiłam na jakieś dziwne informacje, że to nawiedzona wieś, że w niej straszy itp.

Zaczęłam więc szperać i znalazłam takie oto ciekawostki:
Ta nieduża wieś pod Wrocławiem nie dalej jak rok temu była gwiazdą mediów jako „najbardziej nawiedzona wieś w Polsce”. Zawdzięcza to paru zjawiskom: dziwnym odgłosom nocnego siorbania, błędnym ognikom straszącym zabłąkanych przechodniów, duchowi barona, który policzkuje ciekawskich, oraz czarnemu psu z czerwonymi oczami. No i diabelski kamień, który był tu widziany jeszcze 40 lat temu. „Elementów straszących” jest tyle, że spokojnie można by nimi obdzielić kilka wiosek. Mam jednak podejrzenia, że doszło do pomyłki i przypisano podwrocławskim Wierzbicom „atrakcje metafizyczne” innych Wierzbic...


Wioska z historią
Historia tej miejscowości jest dość długa. Wzmiankowano ją po raz pierwszy w 1339 roku. W ciągu kolejnych stuleci właścicielami wsi były pruskie rody, m.in von Reibnitz i von Hund (pisane też Hundt), oraz von Schweinitz. W miejscowości znajdował się pałac, dwa folwarki, kościół katolicki, probostwo, dwie szkoły, młyn, piekarnia i browar.
Po drugiej wojnie światowej posiadłości pruskich arystokratów przejęło państwo. Pałac, zbudowany dla barona Hildebranda Rudolpha von Hundt und Altgrottkau, został wzniesiony na starszym dworze renesansowym z XVI w. Projekt wykonał ok. 1730 roku Christoph Hackner, twórca pałacu biskupów wrocławskich  - obecnie siedziba Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu.
W XIX w. pałac w Wierzbicach należał do hrabiego Schweinitz und Krain. Ostatnim właścicielem tych dóbr, do 1945 roku był baron von Wietersheim. W 1945 r. pałac przekazano Zgromadzeniu Sióstr od św. Józefa, które utworzyły tu ochronkę dla sierot. W latach 1974-1978 siostry przeprowadziły remont wnętrz, a od 2001 roku ośrodek funkcjonuje pod nową nazwą: Zakład Opiekuńczo - Leczniczy dla Dzieci, i nadal prowadzą go „Józefitki”. Leczy się tu dzieci po ciężkich chorobach, wypadkach, niepełnosprawne. Pałac obecnie można oglądać tylko z zewnątrz.
We wsi jest jeszcze wątpliwej urody gotycki kościół, który był przebudowywany, rozbudowywany i zbarokizowany. Myślę, że to on może przede wszystkim straszyć, lub też straszą pod nim członkowie Tajnego Stowarzyszenia Jawnych Przeciwników Barokizowania Budowli Gotyckich, którego jestem wielką fanką…


Siorbanie, baron i pies
Zatem kto, lub co straszy w Wierzbicach? Siorbanie zakłóca nocną ciszę już od dawna, bo wspomina o tym zjawisku akustycznym w książce wydanej w 1913 r. - "Schlesische Sagen" Richard Kuehnau. Opisuje, że siorbanie słychać we wschodniej części wsi pomiędzy godziną 12 i 1 w nocy. Nie wydaje się jednak groźne, jest natomiast niespotykane wśród innych nadnaturalnych zjawisk. Błędne ogniki pojawiające się rzekomo na Diabelskim Moście i sprowadzające nocnych przechodniów na manowce wyglądają już dość przerażająco. Tyle że przez Wierzbice żadna rzeczka nie przepływa, więc i mostu w nich nie ma… Chyba pomylono je z Wierzbicami Dolnymi w innej części Polski. Natomiast jak najbardziej prawdziwa jest informacja o baronie Hildebrancie Rudolphie von Hundt, który kazał pochować się w ozdobnym sarkofagu umieszczonym w krypcie miejscowego kościoła. Ponoć zaglądającym przez okienko duch barona wymierzał siarczysty policzek. Sarkofag stoi obecnie na zewnątrz kościoła, wyciągnięto go podczas renowacji świątyni w XX w. i można go tutaj znaleźć, pod murem. Policzkowanie ustało na dobre, baron najwyraźniej przestał chronić swoją prywatność.
Podobno jeszcze w latach 70. XX w. we wsi znajdował się wielki głaz, tzw. diabelski kamień. Miał go upuścić w wiosce czart, który z kamieniem porwanym z pobliskiej góry Ślęży leciał do Wrocławia, by zniszczyć jakiś kościół  w budowie. Zaskoczony pianiem koguta, porzucił go byle gdzie. Skoro był, to co się  z nim stało? Natomiast potężny głaz znajduje się przy drodze z Wierzbic… Dolnych do Włoch, a więc bliżej Warszawy, na Mazowszu.
Natomiast czarny pies z gorejącymi oczami, który ma grasować w Wierzbicach, ma moim zdaniem związek z herbem barona, w którym pies jest najważniejszym elementem heraldycznym. To nie dziwi, bo Hund to po niemiecku pies…


Wg innych badaczy śląskich legend, w czarne psy przeistaczały się duchy zmarłych wolnomularzy. I tu ciekawy zbieg okoliczności - o ile Hildebrandt nie był masonem, to bardzo znanym w Europie wolnomularskim rycerzem templariuszem, założycielem Zakonu Ścisłej Obserwy był jego krewny Karl Gotthelf von Hund und Altgrottkau (XVIII w.). O Karlu naczytałam się trochę, bo temat związany z Templariuszami, wolnomularstwem budzi  moje wielkie zainteresowanie od lat...

Wątki nawiedzenia tej wsi podjęli dwaj młodzi youtuberzy, kręcący filmiki o rzekomych strachach, ale poza ich fanami nikt nie bierze tych wieści na poważnie.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz