sobota, 4 października 2014

Langwedocja – szalona i dzika siostra Prowansji…

Wyczytałam na Onecie, że w ub. tygodniu, a więc pod koniec września, w Langwedocji była straszna powódź. W ciągu kilku godzin spadło tyle deszczu, ile spada tam… przez pół roku. Największe miasto tego regionu,  Montpellier, było tak pełne wody, że ludzie uciekali z domów. Wszystko szybko minęło, ale trzeba było posprzątać cały ten szlam. Pomyślałam sobie: ciekawe, jak powódź zniosły langwedockie winnice?

Na ten temat brak konkretnych informacji. Jestem jednak pewna, że część winnic mogła ucierpieć, zważywszy, że jest ich tam mnóstwo, właściwie to prawie morze. Wina!

Langwedocja trwa nieco w cieniu swej sławnej siostry – Prowansji, opiewanej w powieściach, poezji, w malarstwie. To z nią kojarzą nam się jednoznacznie malownicze pola lawendy, prześwietlone słońcem pejzaże, niebieskie okiennice kamiennych domów i aura cudownych zapachów unoszących się w powietrzu.  

Okcytania (jak nazywają ją tubylcy) nie ma zatem tak magicznego PR-u, mimo że granica geograficzna między nią a Prowansją jest cieniutka jak lawendowe źdźbło. W dodatku obie posługują się tym samym językiem: okcytańskim (langue d’oc), zwanym prowansalskim. Czym się różni od francuskiego? Francuzi z północy mówili „oui” („tak”), w langue d’oc „tak” brzmi: „oc”. Historyczna przeszłość tej krainy, to czego doświadczyła - niezwykłych wydarzeń, traumatycznych przeżyć sprawia, że otacza ją nieuchwytny nimb dzikości i nieprzystępności. Ale Langwedocja taka nie jest. To równie urodziwy, jak Prowansja, region Francji.

Obecnie Langwedocja (wraz z Roussillon, który był dawniej odrębną prowincją), zajmuje obszar od Pirenejów na granicy z Hiszpanią - do ujścia Rodanu na wschodzie. Roussillon należało do Hiszpanii do 1659 roku i to katalońskie dziedzictwo jest w Langwedocji bardzo żywe, zwłaszcza w miejscowych rytuałach: walkach byków, stekach z byka  i tapas, czy też w zwyczaju wielobarwnego malowania domów. Ta kraina ma przebogatą historię, wiele zabytków  z czasów fenickich, greckich, rzymskich, ale najbardziej chyba znany i intrygujący jest okres  katarski (XII i XIII wiek). Kraj Katarów to jedyny w swoim rodzaju zakątek Francji – i świata. Trudno dostępne zamki (w ruinie), wczepione w strome skały, przypominają jak okrutny los spotkał wyznawców wiary, szybko uznanej za herezję. Krucjata przeciw Albigensom (Katarom) była pierwszą z krucjat zorganizowanych przez papieża i jedną z najokrutniejszych rzezi w Średniowieczu. To tutaj, w Proulli koło Tuluzy przybyły z Katalonii młody człowiek - Dominik Guzmán założył zakon dominikanów, słynnych potem inkwizytorów… Tu też narodził się Zakon Templariuszy. To stąd (dokładniej z Beziers) pochodził XVIII-wieczny inżynier- wizjoner, który zaprojektował Canal du Midi – najbardziej niesamowity szlak wodny z północy kraju - na południe, do Morza Śródziemnego.

Najbardziej znane współcześnie miasta regionu to: Albi (stąd nazwa Albigensi) na północy, Tuluza w centrum, słynne Carcasonne,

P1050353 (600x338)

hałaśliwe Montpellier i pełne rzymskich zabytków Narbonne oraz Nîmes i – oczywiście Beziers na południu.

Wróćmy jednak do wina. W tym regionie wytwarza się ten boski napój na blisko 300 000 hektarów - co daje Langwedocji-Roussillon palmę pierwszeństwa wśród wszystkich regionów winiarskich świata! Miejscowa produkcja wina np. w 2001 roku była wyższa niż całkowita produkcja w Stanach Zjednoczonych. Wina langwedockie jeszcze 20 lat temu nie miały dobrej opinii. Obecnie, mimo że w Langwedocji produkuje się głównie proste wina stołowe, do szybkiego spożycia, ich jakość jest coraz bardziej doceniana przez koneserów i... krytyków.

A ja tutaj właśnie, będąc na wakacjach, dokonałam odkrycia, że ignorowane dotychczas przeze mnie wina różowe to wspaniały trunek nie tylko na letnie, upalne dni. Najwięcej wytwarza się tu win wytrawnych, ale to stąd pochodzą również Muscaty. Na przykład, z odwiedzanego przeze mnie  MINERVE.

[caption id="attachment_2359" align="aligncenter" width="150"]Minerve Minerve[/caption]

To miejscowość położona na skalnej wyspie pomiędzy dolinami rzek. Wjazd do miasta prowadzi przez wysoki most przerzucony nad wąwozem. Malownicze miejsce, a winnice położone na wysokości 200-300 m. n.p.m. mają znakomite nasłonecznienie. Dzięki temu koncentracja cukru w małych gronach muscatowych winorośli, przywiezionych tu dawno - przez starożytnych Greków, jest tak duża, że powstają wina białe, naturalnie słodkie.

P1100637 (600x400)

Nie jestem wielkim znawcą win, jedynie ich wielkim wielbicielem. Dlatego trochę mnie ta meteorologiczna katastrofa przeraziła, bo bez Vin Pays d'Oc wyschnę na wiór!

4 komentarze:

  1. Zanim wyschniesz na wiór, spróbuj win krymskich. Ostatnio brat zakupił dwie butelki do degustacji i okazało się, że całkiem zacne trunki się trafiły. Też nie jestem znawczynią win, ale muszę powiedzieć, że wybór brata przypadł mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przypomniało mi się, że parę lat temu rodzice przywieźli z wycieczki na Krym jakieś wino - nie pamiętam nazwy, miało bursztynowy kolor, było mocne i słodkie. Nie do końca przypadło mi do gustu, ale może czas spróbować inne gatunki "krymskie"? Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam, jak przeżyłam szok, tydzień po moim powrocie z Madery. Funchal niemal zatonęło pod warstwą powodziowego szlamu. W telewizji i na youtubie pojawiły się filmiki pokazujące piękne, wykładane mozaikami ulice (którymi dreptałam kilka dni wcześniej), po których spływały lawiny błota. Na szczęście odratowali miasto.
    W takich momentach uświadamiamy sobie, że człowiek jest bezradny wobec natury.
    Pozdrawiam i dzięki za odwiedziny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Otóż to! Bardzo dziękuję za rewizytę i serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń