Po pierwsze to wyspa Joannitów (kawalerów Maltańskich), a że miałam wtedy fazę podróżowania śladami zakonów rycerskich – nie mogłam jej ominąć. Wspaniały pałac wielkiego mistrza w la Valetcie i inne budowle na wyspie, otoczone atrakcyjną dla mnie legendą, działały jak magnes. Po drugie jest tam strasznie wesoło – co kilka dni odbywają się fiesty świętych kościelnych, ponieważ Maltańczycy jako 110% katolicy obchodzą takie imieniny. Polega to na tym, że robią procesję z figurą danego patrona, przyozdobioną np. folią aluminiową, piją piwo na schodach kościoła i generalnie bawią się do nocy. Po trzecie komiczne nazwy miejscowości: jakiś Marsackloxx (czy jakoś tak) – jak to wymówić? Po czwarte sposób podawania godzin i minut: np. autobus odjedzie o 2045. Po piate, te ich komiczne autobusy – gruchoty,
No i wreszcie tajemnicze megality. Wiele osób może być zaskoczonych informacją, że najstarsze budowle wykonane ludzką ręką (na terenie Europy) znajdują się własnie na Malcie. Tutaj, oraz na pobliskiej, jeszcze mniejszej, Gozo odkryto aż 23 skupiska budowli megalitycznych, o unikatowej architekturze oraz przeznaczeniu. Oprócz „wielkich kamieni” (bo to znaczy słowo megalit) odnaleziono też dzieła sztuki, ozdoby i wyroby rzemiosła. Takiej ilości starożytnych budowli, datowanych nawet na 5000 lat p.n.e., nie ma nigdzie na świecie. Do połowy XIX w. uważano, że świątynie były pozostałością po mitycznej rasie gigantów, ewentualnie spuścizną Atlantów. Faktem jest, że są starsze od Stonehenge, a równie tajemnicze. Podejrzewa się nawet, że skupisk może być na Malcie więcej, tyle że ukrytych pod ziemią. Pojawiła się hipoteza archeologiczna, że 5000 lat temu na Malcie panowały… kobiety. Nie prowadziły wojen, lubiły piękne stroje i biżuterię, miały bardzo puszyste figury i stworzyły wyrafinowaną cywilizację.
Największe i najbardziej znane są cztery megality: Ggantija (na Gozo) oraz trzy maltańskie – Mnajdra, Hagar Qim i Tarxien. Wszystkie powstały między 3600 a 2500 r. p.n.e., czyli 1000 lat przed powstaniem piramidy Cheopsa w Egipcie. Co najbardziej dziwne, ich budowniczowie zniknęli z wyspy równie nagle, jak się pojawili. Budowle popadły w ruinę i przez tysiąclecia nie budziły zainteresowania kolejnych ludów przybywających na wyspę. A byli tu chyba wszyscy: Fenicjanie, Grecy, Kartagińczycy, Arabowie, Anglicy, joannici.
Odkrycie pierwszej świątyni, Ggantiji, miało miejsce w 1897 r., ale odkrywcy sądzili, że są to jakieś fenickie, greckie bądź rzymskie ruiny. Dopiero w latach 20. XX w. określono ich wiek i archeolodzy wpadli w zdumienie. Wszystkie budowle usytuowane są na planie zbliżonym do jakiejś okrągłolistnej rośliny i otoczone murami o wysokości ponad 3 m. Cechą charakterystyczną jest połączenie kilku oddzielnych budowli w wielkie kompleksy, chronione murem. Zdumiewające jest ułożenie megalitów – to nie są przypadkowo rozrzucone bloki (jak np. w Stonehenge), ale prawdziwa architektura: są portale (bramy), nadproża, ozdobne detale, wnęki, postumenty dekorowane motywami roślinnymi, zwierzęcymi i geometrycznymi (spirale itp.).
Matriarchat grubasek?
Przypomniałam sobie jednak o Malcie tak w kontekście Dnia Kobiet. Wiwat babki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz